boberowa preczerwcówka

niestety koronaświrus pokrzyżował nam plany wakacyjne, które rozbiły się na dwa mniejsze, a tegoroczny czeka na następny rok.
chyba, że coś innego nam wpadnie do głowy #dalekoniema #celemjestddroga 😉

Bożena zmieniła kamuflaż… szybka akcja, szkoda gadać 😉

Piątunio ~320km
Zestawem m2 (Bożena+Muszla) pojechaliśmy na Zdwórz gdzie przed rokiem był zlot Busiki i Klasyki onanizowany przez Semka.
Udało się namówić Bartka z Sylwią na ponownego tripa w to miejsce.
Po drodze turbo strzeliło focha i się odłączyło,
Okazało się, że nie tylko my tam byliśmy…. a nawet dojechał Chany z Korkiem w sobotę.
Na Relaksie bardzo miło czas płynął.
Pozdrawiam Inżyniera… ‘zrobił mi dzień’ pewnie nie tylko mi 😀

W Sobotę straciłem żeglarskie dziewictwo… dzięki Semek!
Ciekawe uczucie te przechyły… pewna analogia do wchodzenia coraz to szybciej w zakręt 🙂
Relaks na słoneczku, które chwyciło dość niesamowicie, yerba z piwem działała cuda.
Później przyleciał Chany z Kor i był jakiś wstydliwy wieczór przy przelotnych opadach deszczu:)

Niedziela ~275
W niedzielę dość szybko się zebraliśmy… ruszyliśmy po 12.
W drodze na opuszczoną truskawkę szukaliśmy zwykłych truskawek przy drodze…. znaleźliśmy, a kawałek dalej to znalazła nas Mała Wieś Przy Drodze 🙂
Po truskawce ruszyliśmy nad Narew.
Raz przejechaliśmy miejscówkę i musieliśmy wracać niecałe 20 km 😉 kto nie ma w głowie…
Po dotarciu na miejsce przygotowania by relaksować się dalej.
Grill , ognisko i dyskoteka….
W pewnym momencie doszedł front burzowy…
takiej dyskoteki to ja nie pamiętam. Pierunów było dość mało jak na taką ilość błysków.
Deszcz, który trwał parę minut był tak intensywny, że przejście 3 kroków z q do q dało podobny efekt co wejście do Narwi 😀
W towarzystwie Don Simona spędziliśmy tak dwa fronty… było niesamowicie…

http://pozDDRo.pl/wp-content/uploads/2020/06/video-1591635332-1.mp4

Poniedziałek ~111km
Poranek był dość ospały 🙂
Żar z nieba lał się niesamowicie co potęgowało uczucie lenia.
Zmiana rzeki… Czas na Biebrzę.
Znów wycieczki po bardzo przyjemnych drogach powiatowych, czasem krajowych.
Kolejny środek Europy zaliczony ( pierwszy tu ) całkiem przypadkowo 🙂
Kilkanaście minut później byliśmy już na miejscu.
Relaksu ciąg dalszy.
Naprawdę bardzo relaksujący wypad… dużo czasu dla siebie, gadki, głupoty i wszystko na co najdzie ochota w zrelaksowanym trybie.

Wtorek ~101km
Ten dzień był wyjątkowym dniem aktywności fizycznej, a zaczęła się w dość wesoły sposób.
Jacek z tratwy ‘ Ludzie wróg…’
I tak obudził nas jeden z 4 uczestników corocznej wyprawy na ryby… Jacek wiek 65 lat. Jako, że jedyny Korek był aktywny dostał kielona czy dwa na dzień dobry.
I tak spędził z nami poranną kawę, opowiadał o równych śmiechowych przygodach… ogólnie dobra beka i wizja związanego Jacka na pontonie, który wlecze się za tratwą…
Dnia wcześniejszego wykminiliśmy trójstyk…. i tak pojechaliśmy.
Tuż przed ruszeniem Chanemu odmówił parownik posłuszeństwa. Całe szczęście jest benzyna.. i to jeszcze z Rosji zostało 😛
Dojechaliśmy tym bez przygód wcześniej trafiając na czarnego boćka w locie.
Do przejścia tylko 4km….
Prosta droga, spoko loko, zbaczamy z głównej by dojść inną drogą.
Chwila potem ‘dzień dobry wojsko polskie’ 😉
Całkiem spoko żołnierze na quadach zaprowadzili nas do straży granicznej.
Wylegitymowali nas i jeden ze strażników zaprowadził nas na trójstyk 🙂
Luźno było także spoko 😀
Małe zakupy i lecimy gdzieś nad rzekę.
Pało na Czarną Hańczę…
Miejscówka…… zajebista. Niby przy drodze, ale tak mało się tam dzieje…. ale przy rzeczce, gdzie dzieje się dużo… czaple, bociany tj łabędzie, kaczki i bobry 😀
Odpaliliśmy się troszkę… dobrze, że nikogo w pobliżu nie było 🙂

Środa ~150km
Poranek był dziwny, budzisz się ogrzewanie włączone na maksa, ciepło jak w saunie, śpisz sam… wyłączasz grzanie szukasz końkubiny… śpi w salonie 😉
Powrót do spania w normalnych warunkach 🙂
Po kilki godzinach budzię się znów.
Słońce znów wali niesamowicie.
Śniadanko, relaks nad Czarną z ocenami dla kajakarzy za styl.
Ptaszory i tak skradły poranek, są zajebiste 🙂
Koło południa ruszamy dalej.
Stacja Frącki na foto jak zawsze przy okazji…
No i Bożena strzeliła focha.
Poszedł wąż od nagrzewnicy. Całe szczęście przy mufie więc tylko czekać aż ostygnie.
Dodatkowo zniknął poziom temperatury cieczy i przy okazji sprawdziliśmy, że czujnik poziomu cieczy również się nie załącza.
No cóż… także ogrzewanie włączone… bo jak ono zaniknie to wiedz, że coś się dzieje 🙂
Jedziemy dalej, zakupy w Grajewie gdzie się pogubiliśmy troszkę 🙂
Rozkmina nad miejscówką i lecimy na Szeroki Ostrów.
Dojechaliśmy na miejsce bez problemów.
Szybki wybór miejsca… i relaks 😀
Widok na zachodzące słońce nad Śniardwami…. naprawdę zajebiście było.
Dość szybko poszliśmy spać….

Niestety miejscowe patusy w dupie mają wszystkich dookoła… w końcu to my u nich jesteśmy. Głośnik BT na full i na przemian diskopolo z hiphopem… cudowne połączenie.
Idzi zadziałała, ściszyli muzę… ale jakoś i tak spać nie mogłem.
Nawet burza z deszczem ich nie uciszyła.
Nad ranem kolejni debile stanęli przy przyczepie, otworzyli drzwi i muza na full pizdę… Idzi wychyliła głowę i ściszyli. Chwila moment i pojechali, ale oczywiście syf na miejscu gdzie stali zostawili…
Co z tymi ludźmi…

Czwartek ~330km
No i najgorszy dzień… dzień powrotu.
Śniadanko, kawka, grill, kiełba z trawy i kierunek Pisz na stację.
Wyściskali się i pojechali, każdy w swoją stronę.
Bez przygód na trasie po naszej stronie, przez miasto zajechaliśmy do domu idealnie na obiad 🙂

Oczywiście jak zawsze było najlepiej.
Opcja by długi weekend zacząć wcześniej od wszystkich okazał się rewelacyjnym pomysłem… strach się bać, że takie noce jak ostatnia mogłaby być codziennie… uhhh
Suma sum najlepsza dla mnie miejscówka Hańczą… jakoś mega się wyczilowałem…. w sumie najbardziej tam.
Dzięki Semek za bujnięcie się łajbą…. następnym razem zostawię wszystko na lądzie i można się wywalać 😀
Bartek, Sylwia… dzięki za kolejny wspólny wypad… jest misiowo, polecamy się na przyszłość 😀
Chany i Kor…. nierozłączny duet, na którym zawsze można polegać… wiem, że oni nie wrzucą mnie do Qeka i będą targać zakneblowanego i związanego bo ciągle coś 🙂

Pozddro mordo
JJ

Share this:

One thought on “boberowa preczerwcówka”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *