Ranczo 3, ale dwa.

Kolejne party na Ranczo.
W zeszłym roku nie pykło, ale w tym się udało.
Fajnie jest mieć urodziny latem. W listopadzie to nikt plenerów nie chce 😛

Czwartek 16-VII-2020
Zaczęło się dzień wczesniej bo prezent… coś co Chany kocha…
Nie ma co ukrywać… odjebała, że ho ho 🙂
Ja tylko kulkałem 🙂

Piątek 17-VII-2020
Miało być tak jak zwykle… szybciej….
Praca, zagotowałem Bożenę, wywaliłem termostat… udało się jakoś sensowniej wyjechać.
Na lajcie około 100km/h lecimy A1 do Torunia na zakupy niczym Niemcy do polskiego Lidla.
Trochę nam to zeszło, ale jadziemy dalej na dół mapy.
Adam dzielnie spełnia rolę pasażera 🙂
Od Piotrkowa, od Orlenu… tam gdzie zawsze 😉
Wsiada Natalia do przodu, reszta śpi.
Chociaż ktoś nie pozwolił mi zamulać na trasie 🙂
Na miejsce docieramy podobnie jak Pikczu w Osłoninie… po 2 🙂
No i jak w Oslo kończy się nad ranem.
Chany się zajarał prezentami 😀
Nie wiem ile mamy z Korkiem i Gabrysiem nóg 😉

Sobota 18-VII-2020
Dzień się zaczął szybciej… ale trwał baaardzo długo.
Ogólnie poza nami , Sobolami z resztą RZEkipy Balcer i Kobra, Gabrysiem, Pińczowem… były Najole, wpadłu Torby i Bolki + były już jakies Kozy od Chanego i ziomki Najola 🙂
Solpa nie pomagała, deszczowa piosenka i błoto też nie.
Nawet pierwsza w życiu kolba opierdzielona przez Chanego nie dodała energii 🙁
Wieczna impreza w T3 Korka
Chanykopter na wysokościach
Wojna na rzepy zawsze spoko… nie wiem tylko czemu Bolki Juniory się tylko na mnie uwzięli 😛
No i tak wszyscy padli dość wymęczeni temperaturą, deszczem i dniem wcześniej 🙂

Niedziela 19-VIII-2020
Jak zwykle… cza zawijać szybciej niż później.
Śniadanko i zaopatrzenie, soki, keczupy, dżemory.
Baju baju i w górę mapy.
W Pińczowie robimy przerwę przy dojeździe na Gomar, na Orlenie…
Nie dla fotki tylko wąż padł. Dobrze, że nie kupiłem oleju jak jechałem bo zakup 10w40 był powodem zatrzymania się na stacji.
Toboły wszystkie sio, i patrzymy co jest…
Strzelił wąż… dobrze, że wcześniej też mi któryś strzelił i Harry powiedział bym na zaśkę kupił taśmę samowulkanizującą…. pomogło, lecimy dalej.
Po drodze zakupiliśmy spoko jagody
Całe szczęście docieramy o ludzkiej porze.
Wychodzimy z auta, a za autem ogon…
W sensie ślady wody, pod nami kałuża już się robi….
Kiedy strzeliło… czort wie, ale wody całej na szczęście nie wywaliło jeszcze.
Podejrzewam uszczelkę…. za często… no i ten osad z oleju w zbiorniczku.

Umęczon człek.
Bożeną jak zwykle spoko się jechało. Można się przejść, przykucnąć, pasażerowie wywalić się jak lordowie…
W 3 osoby też się da wyspać 🙂
Nie ma co się oszukiwać to wygodne auto 🙂
Weekend udany, ale człowiek jakiś chyba stary się robi, nie ta kondycja.
Szkoda, że fotki świetlnej nie zrobiliśmy jak za pierwszym razem /przypominajka/ 🙂


Share this:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *